Aknemycin – wielki zawód

Zachęcona jednym z komentarzy pod poprzednim wpisem, wybrałam się do apteki i zapytałam o coś na mój problem. Przełamałam się i poszłam tam kompletnie bez makijażu!

Pani farmaceutka była bardzo miła i szczerze przyznała, że może mi sprzedać jakiś suplement, ale najlepiej będzie, jeśli skonsultuję się z lekarzem i dostanę jakąś receptę. Wydało mi się to logiczne – czy leki nie są lepsze niż jakieś dziwne suplementy o podejrzanym składzie?

U dermatologa dowiedziałam się, że mój problem to typowy trądzik grudkowo-krostkowy i że leczy się go antybiotykami. Dostałam receptę na środek o nazwie Aknemycin, którą szybko zrealizowałam. Zapłaciłam niecałe 25 zł, co wydało mi się niewielką kwotą jak za remedium na moje problemy. Z drugiej strony – czy naprawdę tylko 25 zł dzieliło mnie od pozbycia się trądziku na dobre? Nie mogłam w to uwierzyć – i jak się okazało moje obawy były słuszne. Ale od początku.aknemycin

Aknemycin to maść, którą stosuje się bezpośrednio na problematyczne miejsca. U mnie to „tylko” twarz, słyszałam że niektórzy męczą się jeszcze z krostami na dekolcie i plecach :/

Pierwsze, co zaobserwowałam po użyciu tego środka to straszne swędzenie. Początkowo się przestraszyłam, więc sięgnęłam szybko po ulotkę. Jest tam zawarta informacja, że jest to możliwy skutek uboczny stosowania tej maści. Cóż, miałam nadzieję, że po jakimś czasie się przyzwyczaję.

Nie musiałam, świąd skóry po dwóch dniach przestał mi dokuczać, ale za to zrobiła się ona strasznie sucha! Kto próbował zrobić makijaż na wysuszonej cerze, ten wie, jaki to problem!

Byłam jednak zdeterminowana. Skoro ma mi to pomóc, skoro mogę już niedługo cieszyć się piękną, gładką buzią, to wytrzymam te niedogodności.

Minął tydzień, potem drugi. Minął miesiąc. Trądzik jak był, tak pozostał. Fakt, zaognione stany zapalne się osuszyły i uspokoiły, ale to było wszystko. Cały efekt. Nie tego oczekiwałam.

Podminowana, umówiłam się na kolejną wizytę u dermatologa, chcąc prosić o jakiś inny środek. Na wolny termin musiałam jednak poczekać kilka dni, więc usiadłam do komputera, by spróbować znaleźć jakiś preparat samodzielnie. Liczyłam, że odkryję coś polecanego, o co mogłabym poprosić lekarza. Szybko natknęłam się na Nonacne – tabletki na trądzik. Okazało się, że mogę je kupić przez Internet i wcale nie muszę czekać na wolny „numerek” u dermatologa. Postanowiłam zaryzykować, kliknęłam „zamów”, a wizytę odwołałam.

Na uparty trądzik – Nonacne?

Stosowanie tych tabletek zaczęłam od razu, jak tylko pożegnałam kuriera. Wiecie jak to jest – zaczynasz kurację i chcesz żeby jak najszybciej zaczęło działać!

Miałam na to tym większą nadzieję, że za nonacne zapłaciłam 150 zł, więc niemało. Myślę sobie jednak, że chyba wydałabym i dwa razy tyle, jeśli tylko dostałabym gwarancję, że to zadziała.

NonacneNa razie w ramach gwarancji było kilkanaście pozytywnych recenzji, które przeczytałam w Internecie, i które skłoniły mnie do zakupu. Ludzie zachwalali też naturalny skład tego preparatu. Nie przywiązywałam wcześniej uwagi do składów leków i suplementów, ale może rzeczywiście za dużo tej chemii dookoła? Nawet w jedzeniu :/

Przyjrzałam się dokładnie spisowi składników i zdziwiona przyznałam, że znam każdy z nich. Pokrzywa, cynk, wyciąg w pestek winogron… Żadnych dziwnie brzmiących nazw. Być może w tym właśnie miałaby tkwić siła Nonacne?

W każdym razie, by się przekonać pozostało mi czekanie. Łykanie tabletek i czekanie. Każdego dnia po powrocie do domu, zmyciu zwyczajowej „tapety” i dokładnym oczyszczeniu twarzy, przyglądałam się mojej cerze bardzo dokładnie. Czy już coś się zmienia?

Na pierwszy ogień poszły stany zapalne i zaczerwienienia. Zaczęły znikać po jakimś tygodniu. Ok., dobry znak, ale nie wpadłam w nadmierną ekscytację. Ostatnio efekty kuracji na tym etapie się zakończyły.

Nie mogłam jednak dłużej powstrzymywać radości, kiedy po następnych dwóch tygodniach moje największe krosty zauważalnie się zmniejszyły! Nie odnotowałam też pojawiania się żadnych nowych! Wtedy właśnie postanowiłam zamówić następne opakowania nonacne.

Po dwóch miesiącach pierwszy raz bez wstydu wyszłam z domu kompletnie niepomalowana! Oczywiście moja cera nie osiągnęła jeszcze stanu idealnego, ale jestem na naprawdę dobrej drodze. Nie dokuczają mi zaczerwienienia, widzę, że moja twarz stała się gładsza, czystsza, taka… ukojona. Jestem naprawdę zadowolona. Polecam Wam nonacne, na mnie podziałało! Zresztą sami zobaczcie :)

alicja

AKTUALIZACJA

Widzę, że zapomniałam Wam napisać skąd zamówiłam te tabletki, a dostałam o to kilka pytań. Ja je kupiłam na stronię producenta: http://nonacne.pl Nie wiem, czy da się gdzieś indziej. W każdym razie ten sposób sprawdziłam 😉

6 komentarzy

  1. Ja już tyle wydałam na leki na trądzik, że te 100 czy 150 zł w ogóle nie robi na mnie wrażenia. Nie wiem tylko czy wciąż mi się chce wydawać kolejny hajs skoro nic nie działa :/

  2. Mi nonacne poleciła przyjaciółka, u której nawet na zaskórniki dało radę. Ja dziś zaczynam kurację, trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *